Komoda & Amiga plus
Magazyn użytkowników komputerów Commodore

Wacky Waste

Ten artykuł został opublikowany w numerze 1 magazynu Komoda & Amiga Plus.

SEUCK, choć w zamyśle miał być środowiskiem przeznaczonym do produkcji prostych strzelanek, ma swoje drugie dno. I oczywiście, choć tych „książkowych” SEUCK-owych shoot’em up-ów mamy na pęczki, to od czasu do czasu pojawiają się też produkcje łamiące ten schemat. Mieliśmy chociażby celowniczki, pseudo-platformówki, gry pseudo3D, a co mamy tym razem? Tym razem oddano nam do zabawy produkcję, która jest połączeniem takiej klasycznej scrollowanej strzelanki i… wyścigów samochodowych.

Wacky Waste pozwala nam wcielić się w postać pociesznego Szczurka (tak chyba można tłumaczyć z grubsza z angielskiego jego przydomek– „Ratty”), który jako że jego pasją jest najwidoczniej motoryzacja, zamarzył sobie iż zostanie lokalnym królem szos. W tym celu musi on wziąć udział w czterech wyścigach i pokazać swym oponentom, że nie ma sobie równych (i zgarnąć przy okazji w nagrodę wymarzony samochód). By jednak dotrzeć na start każdego kolejnego etapu, musi najpierw uporać się z przeciwnikami tarasującymi drogę prowadzącą na to miejsce. W praktyce oznacza to, jak już wcześniej było wspomniane, naprzemienność poziomów strzelankowych i wyścigowych.

Jako, że cała akcja dzieje się w miasteczku o nazwie Odpadkowo (w oryg. „Garbageville”), scenografia pełna jest rozmaitych odpadów, śmieci, brudu, złomu i tym podobnych. Do tego klimatu naturalnie dostrajają się przeciwnicy, którzy występują w roli karaluchów, czy zgniłych pomidorów. Odpowiednio traktuje ich też nasz Szczurek, któremu za pociski służy… własna, zielona ślina. I choć gra początkowo może sprawiać wrażenie dość prostej, to szybko się ta ocena diametralnie zmienia. Tyle, że tutaj poziom trudności nie tyle zależy od jakiegoś szczególnego wyzwania, co niestety pewnej „toporności” gry. Nasz szczurek porusza się bowiem dość wolno i czasami nawet szybki czas naszej reakcji nie pomoże w niebezpieczeństwie. Nie ma też możliwości omijania wrogów i ich pocisków poruszając się w pionie, gdyż oddano nam do dyspozycji jedynie ruch do przodu i do tyłu. Tyle dobrze, że strzelać można w każdym możliwym kierunku, nawet po skosie, co jest akurat bardzo potrzebnym tutaj rozwiązaniem. Niestety, jest z tym znów związane pewne niedopatrzenie (a może to celowe?), iż nie można strzelać do tyłu stojąc w miejscu, a jedynie właśnie wykonując ruch w tą stronę. A jeżeli właśnie z tyłu atakuje nas szybko zbliżająca się przeszkadzajka– mamy problem (a najbardziej w przypadku tych, które wymagają oddania w nie kilkunastu strzałów). Fakt, że niektórzy przeciwnicy nie pojawiają się na ekranie gdzieś tam w bezpiecznej odległości przy krawędzi, a praktycznie zaraz przy graczu, także z pewnością nie pomaga. Jednym słowem, łatwo nie jest i etapy chodzone można po prostu przyporządkować do takiego typu gier, gdzie coraz dalszy postęp osiąga się praktycznie metodą prób i błędów podczas zapamiętywania schematów ruchu i miejsc pojawiania się przeciwników.

O ile podczas etapów chodzonych gracz może troszkę się „męczyć”, o tyle te wyścigowe stoją na lepszym poziomie i dają prawdziwą frajdę. Wiadomym jest, że nie są to takie typowe wyścigi (bo nie chodzi tu o to, by konkurentów wyprzedzić, lecz po prostu wyeliminować), tylko coś wyścigo-podobnego (na ile pozwolił SEUCK), ale jest po prostu dynamiczniej, odrobinkę łatwiej i ciekawiej. Trasy są dość fajnie skonstruowane, pełne zarówno nieco ciekawszego otoczenia, jak i rozmaitych przeszkód (nieźle wyglądają chociażby sunące skórki po bananach). To właśnie te etapy znacznie podnoszą ogólną ocenę grywalności.

Dziwnym rozwiązaniem jest jednak zmiana portu joysticka pomiędzy sekcjami chodzonymi a wyścigowymi. Szczerze mówiąc niezbyt rozumiem, czemu miał się przysłużyć taki pomysł. Nie jest to przecież typowa gra dla dwóch graczy, a jeżeli już koniecznie dwójka graczy chciałaby grać naprzemiennie, może podawać sobie joystick. Znacznie większa ilość osób będzie chyba jednak grała w Wacky Waste w pojedynkę, a wtedy ma do wyboru albo co poziom łapać za drugi drążek, albo przepinać wtyczkę pomiędzy portami (jeżeli ma tylko jeden joy), lub przełączać aktywny port (w emulatorze).

No dobrze, a jak jest z kwestiami audiowizualnymi? Ogólnie rzecz biorąc, oprawa graficzna nie zachwyca jakoś szczególnie. Choć może raczej powinienem powiedzieć że jest dość nierówna, bo ciekawe i ładnie wykonane miejscówki kontrastują tu trochę z tymi bardziej nudnymi i pustymi. Czuć po prostu w tej kwestii lekko zmarnowany potencjał, myślę, że można było w tą grę tknąć więcej „śmieciowego” urozmaicenia. O muzyce, cały czas przygrywającej nam na bieżąco w czasie zabawy, w zasadzie ciężko jest powiedzieć coś więcej. Ot taka, dość energiczna melodyjka, całkiem właściwie przyjemna i pasująca do samej gry. Tyle, że jednocześnie nie ma w niej specjalnie nic takiego, na czym wybitnie można zawiesić ucho i podczas gry po prostu się o niej po chwili zapomina.

Przyznam się szczerze, że gdy po raz pierwszy zobaczyłem screeny z tej gry (zachęcające do napisania niniejszej recenzji), liczyłem na nieco bardziej urzekającą produkcję. Tymczasem, dzieło Alfa Yngve (grafika, projekt), Richarda Baylissa (muzyka) i Martina Pipera (SEUCK-owe rozszerzenia) nieco mnie zawiodło. Nie jest to gra zła, ale szczerze mówiąc, powyżej średniej bym jej raczej nie stawiał. Warto też przy tym pamiętać, że ocena jest podniesiona konkretnie przez ciekawsze etapy wyścigowe (warto więc zagrać chociażby dla nich samych).

Link do pobrania gry znajduje się na stronie tnd64.unikat.sk

Podziel się tym:

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Share on email

Wolisz papier?

C64

Destruct

Kosmos, dziwne stwory, astronauta… czy to nie brzmi jak tandetna, gwiezdna gra, których są miliony?

C64

Castle Wolfenstein

Kiedyś jedno z poczytnych pism zajmujących się grami komputerowymi, przy okazji recenzji gry „Bloodrayne” pisało,

Amiga

Puzznic

Przeciwnicy gier argumentują swoje stanowisko tym, jakoby gry nie rozwijały, nie wnosiły nic do naszych

Copyright 2020, Komoda&Amiga Plus